Realna polityka PiS: co wiadomo po 100 dniach?

Napisał: poniedziałek, Luty 8, 2016 3 Link 0

Analiza realnych decyzji podjętych przez obóz rządzący oraz uruchomionych przezeń procesów w ciągu pierwszych trzech miesięcy od przejęcia władzy może wskazać, jaką strategię tak naprawdę przyjęło kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości/ Zjednoczonej Prawicy. Jeśli rozumieć politykę wyłącznie jako działania na rzecz utrzymania władzy, działania PiS układają się w jakąś logiczną sekwencję. Jeśli jednak podejść do polityki jak do sposobu rozwiązywania spraw o szczególnym znaczeniu dla społeczeństwa, intencje Jarosława Kaczyńskiego nie są tak oczywiste: wiadomo, że nie uda mu się spełnić wszystkich wyborczych deklaracji, ale nie wiadomo, jak zachowa się w momencie zderzenia z obiektywnymi przeszkodami uniemożliwiającymi realizację obietnic.

  1. Opis sytuacji

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się dość klarowne: PiS poświęcił pierwsze trzy miesiące po wyborach na przechwycenie twardych narzędzi sprawowania władzy, dzięki czemu miałby szansę na umocnienie swojej pozycji politycznej i w przyszłości przedłużenie trwania u sterów państwa. Równolegle ośrodek rządowy przygotowywał rozwiązania gospodarcze i społeczne, których obietnice przyniosły obozowi Zjednoczonej Prawicy zwycięstwa w maju i październiku ub.r. Prezydent Andrzej Duda żyrując działania nowej większości parlamentarnej miał, korzystając ze zdobytego w kampanii kapitału zaufania, zapewnić temu projektowi parasol ochronny w postaci utrzymania poparcia społecznego.

Pierwszy z wymienionych elementów polegał na:

  • błyskawicznym przejęciu służb specjalnych i powierzeniu koordynowania ich operacji dwóm szczególnie zaufanym politykom: Mariuszowi Kamińskiemu i Antoniemu Macierewiczowi; zrobiono to nawet ryzykując negatywną reakcję opinii publicznej na ułaskawienie byłego szefa CBA przed uprawomocnieniem się wyroku oraz na wyeksponowanie schowanego w trakcie kampanii A. Macierewicza. Pojawiły się informacje o aktywności służb w odniesieniu do działań i decyzji polityków poprzedniego obozu rządzącego w czasie sprawowania przezeń władzy. Na kanwie zintensyfikowanej walki z terroryzmem po zamachach w Paryżu w listopadzie ub. r. i wykorzystując konieczność dostosowania ustawy o Policji zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego wyposażono służby w dodatkowe uprawnienia (inwigilacja w internecie), a być może także zwiększono ich fundusze operacyjne (tego nie wiemy, gdyż są one tajne);
  • ponownym podporządkowaniu prokuratury Zbigniewowi Ziobrze. Przy tej okazji zalegalizowano także możliwości działania ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego, które po roku 2007 były uznawane przez sądy za sprzeczne z prawem. Można z powodzeniem założyć, że Z. Ziobro będzie z tych metod korzystał nie rzadziej niż wtedy, gdy poprzednio sprawował tę funkcję;

Te przygotowania mogą zwiastować serię spektakularnych zatrzymań polityków PO, które prowadziłyby do osłabienia potencjału tej partii oraz dalszego spadku zaufania do niej. W tym kontekście warto też wspomnieć o zapowiedzi powołania aż czterech sejmowych komisji śledczych;

  • sparaliżowaniu Trybunału Konstytucyjnego. Nie do końca zrozumiałe są intencje PiS w tej sprawie. Za niekonstytucyjne prawdopodobnie zostałyby uznane niektóre przepisy nowelizacji ustawy o Policji, dające służbom możliwości inwigilowania internetu (à propos, zapowiedzi poprawy dopiero co uchwalonej, przy determinacji obozu rządzącego, nowelizacji są wyłącznie teatrem politycznym. Gdyby było inaczej – i służby nie potrzebowałyby przyznanych im narzędzi – świadczyłoby to o chaosie panującym w PiS i w tym, wydaje się kluczowym dla niej, obszarze). Być może Nowogrodzka szykuje jakieś inne ustawy sprzeczne z obowiązującą Konstytucją. A być może w tym przypadku sytuacja po prostu wymknęła się PiS-owi spod kontroli;
  • przejęciu mediów publicznych i nadaniu im roli tuby propagandowej obozu rządzącego. W krótkim czasie TVP stała się medium wyjątkowo stronniczym i odległym od wzorców obiektywnego dziennikarstwa. Straciła widzów („Wiadomości” – 400 tys. i palmę pierwszeństwa wśród programów informacyjnych – na rzecz „Faktów”); trzeba jednak pamiętać, że to z pewnością nadal główny środek przekazu odbierany w mniejszych ośrodkach i przez segmenty elektoratu kluczowe dla Prawa i Sprawiedliwości. Można się spodziewać, że rząd będzie próbował oddziaływać także na media prywatne za pośrednictwem narzędzi ekonomicznych.

Oprócz tych działań, obóz PiS przeprowadza wymianę na szeroką skalę kadr w rządowych instytucjach oraz w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Likwidacja korpusu Służby Cywilnej ma w pełni uzależnić i ubezwłasnowolnić rządowe agendy  (to właściwie publicznie deklarowany cel tej operacji). Obsadzenie zarządów i rad nadzorczych spółek pozwoli na pozyskiwanie środków będących w dyspozycji tych podmiotów do projektów, na których będzie zależało decydentom z PiS (np. wypłata dywidend, angażowanie kapitałów do określonych przedsięwzięć, lokowanie  reklam w zaprzyjaźnionych mediach itp.).

O ile powyższe działania Prawo i Sprawiedliwość podejmowało szybko i bezwzględnie, o tyle w obszarze polityki gospodarczej i społecznej widać generalnie chaos i nieprzygotowanie. Jest wiele przykładów potwierdzających tę tezę. Nawet w odniesieniu do sztandarowych pomysłów z kampanii wyborczej – comiesięczne wypłacanie po 500 złotych na dziecko, obłożenie podatkiem aktywów banków i firm ubezpieczeniowych, czy podatek od sklepów wielkopowierzchniowych (ostatecznie, jak wiadomo, projekt przyjął kształt podatku obrotowego od wszystkich sklepów, z wyjątkiem tych najmniejszych, o obrotach poniżej 1,5 mln zł miesięcznie) – ministrowie i rządowi doradcy wysuwali odmienne koncepcje i rozwiązania, a ostateczne rozwiązania różniły się od pierwotnych. W wielu przypadkach rząd wydaje się nie mieć orientacji i sprawia wrażenie zagubionego (np. promocja Polski za granicą, ubezpieczenia kredytów eksportowych). Rząd nie wydaje się także w stanie zapanować nad nierównowagą finansów publicznych, nieuchronną w kontekście kosztów obietnic wyborczych. Zdumiewające, że obietnice te zostały właściwie w całości powtórzone w exposé premier Beaty Szydło; i to z zapowiedzią szybkiej realizacji.

Tam, gdzie rząd podjął szybkie decyzje – np. przywrócenie obowiązku szkolnego od 7 lat – uczyniono to w sposób nieprzygotowany, mechaniczny i nieuwzględniający wielu konsekwencji. Wciąż nie wiadomo, co z innym kluczowym postulatem w obszarze edukacji, czyli likwidacją gimnazjów (mimo, że minister Edukacji Narodowej w listopadzie i grudniu twierdziła, iż zmiana w tej materii nastąpi z dniem 1 września 2017 r.).

Dodajmy, że jak dotąd PiS nie spróbował rozszerzyć swoich wpływów w samorządach województw. Nie podjęto żadnych działań mogących prowadzić do powtórzenia wyborów (mówiło się o utworzeniu nowych regionów lub o nowych wyborach we wszystkich województwach. To ostatnie rozwiązanie mogłoby zostać uznane za niekonstytucyjne, więc sparaliżowanie Trybunału Konstytucyjnego mogłoby być środkiem ułatwiającym ten cel). Nie prowadzono też działań stricte politycznych mających odwrócić sojusze w regionach. Samorząd wojewódzki jest istotnym elementem rządzenia ze względu na skalę środków z funduszy UE będących w jego dyspozycji.

  1. Efekty rządzenia

Efekty opisanych powyżej działań muszą być dla liderów PiS sporym zaskoczeniem. Co prawda udało się uchwycić przyczółki niezbędne do twardego rządzenia (służby specjalne, prokuratura, media publiczne, korpus urzędniczy), jednak wywołało to potężny opór społeczny. Wyraża się on nie tylko w liczbie i liczebności demonstracji ulicznych, ale też (a może przede wszystkim) w nieufności obywateli do stosunku do rządzących. Poparcie dla PiS nie tylko nie rośnie – co zawsze było udziałem zwycięskich ugrupowań w okresie bezpośrednio powyborczym – ale według niemal wszystkich sondaży nieco spadło (jedynie sondaż CBOS z 7-14.01 oraz TNS z 15-20.01 odnotowały niewielki wzrost poparcia PiS, odpowiednio: 39% i 38%; jednak kolejne badania tych ośrodków znów wykazały notowania poniżej wyniku wyborczego 37,58%: 36% – CBOS 21-28.01 i 37% – TNS 22-27.01). Były sondaże, zgodnie z którymi PiS utraciłoby możliwość sformowania rządu (w niektórych nawet zostało zepchnięte z pozycji lidera).

Okazało się, że Polacy są społeczeństwem dość leniwym obywatelsko (niska frekwencja wyborcza, słaba aktywność w organizacjach trzeciego sektora), lecz zdolnym do mobilizacji w sytuacjach, gdy uznaje się, że wartości demokratyczne i swobody mogą być zagrożone. Poprzednio mieliśmy z tym zjawiskiem do czynienia przy okazji porozumienia ACTA oraz w wyborach 2007 roku.

Organizacje pozarządowe, zwłaszcza typu „watchdogs”, w tym Komitet Obrony Demokracji, zaczynają pełnić rolę „strażników”, próbujących wpływać na politykę w celu zaspokojenia interesów dużych grup społecznych, które w ubiegłym roku sformułowały swoje żądania. Zjednoczona Prawica wygrała wybory na fali oczekiwania zmiany sposobu rządzenia i uprawiania polityki. Jednak ograniczanie instytucji i instrumentów demokracji nie było elementem tego oczekiwania.

Spór o Trybunał Konstytucyjny wywołał stanowczość w dążeniu do rygorystycznego przestrzegania prawa u środowisk prawniczych, przede wszystkim u sędziów. W dużej mierze to na nich spoczywa teraz odpowiedzialność za stan państwa prawa w Polsce. Można bowiem przeprowadzać spektakularne akcje prokuratury i służb specjalnych, jednak ostatecznie decyzje procesowe należą do sądów. Jeśli akcje te będą bezprawne lub wątpliwe prawnie, sędziowie zapewne nie będą godzić się na areszty lub stosowanie technik operacyjnych; a ostatecznie będą wydawać wyroki kierując się prawem, a nie politycznymi wskazówkami.

Chaotyczne działania i decyzje rządu w obszarze gospodarki i spraw społecznych już zaczynają wywoływać konflikty z całymi sektorami gospodarki lub wielkimi grupami pracowniczymi. W ostatnich dniach mamy z tym do czynienia w przypadku polskich sieci handlowych oraz górników. Takie sytuacje z pewnością będą się powtarzać i nasilać.

Pierwsze sto dni rządów PiS było też katastrofalne dla prezydenta A. Dudy. Stając się w sposób jednoznaczny uczestnikiem – i to bezwolnym i zależnym – sporu politycznego po stronie PiS, zmarnował szansę na ugruntowanie własnego zaufania. W ten sposób nie tylko traci możliwość reelekcji, ale też nie może pomagać swojemu obozowi politycznemu w kluczowych momentach konfliktu.

  1. Jakie są intencje PiS?

Pierwsze trzy miesiące rządów Prawa i Sprawiedliwości nie dają jasnej odpowiedzi, czemu ma służyć przejęcie wszystkich instrumentów sprawowania władzy. Poza, oczywiście, sztucznym przedłużeniem rządzenia ponad jedna kadencję. Inaczej mówiąc: nie do końca wiemy, co zrobi Jarosław Kaczyński z pełnię władzy, jeśli uda mu się ją zdobyć. Odwołanie do Węgier nie wyjaśnia wszystkiego.  Viktor Orbán stworzył państwo nie tylko „półdemokratyczne”, ale też zbudowane na elementach  nacjonalistycznych, korporacyjnych i korupcyjnych.

PiS wygrało wybory prezydenckie i parlamentarne szermując hasłami socjalnymi i skutecznie przekonując wyborców centrowych o swoim umiarkowaniu – czyli pokazując twarze A. Dudy i B. Szydło, a nie J. Kaczyńskiego i A. Macierewicza. (Naturalnie kluczowe były sprzyjające okoliczności: rozpad poparcia dla Platformy Obywatelskiej i dekompozycja lewicy.) O mirażu umiarkowania nie ma już co mówić. Czy jednak PiS zamierza zrealizować swoje zapowiedzi wyborcze?

Trzeba przy tym pamiętać, iż J. Kaczyński przez większą część swojej dwudziestosześcioletniej obecności w polskiej polityce zajmował w niej zupełnie inną pozycję niż obecnie. Miejsce to można określić jako centroprawica umiarkowana w warstwie programowej, choć radykalna w ekspresji i doborze środków. Jego pierwsza partia – Porozumienie Centrum – była ugrupowaniem chadeckim, ale z otwartością na środowiska liberalne. W 2005 roku wszyscy bez wyjątku wyborcy byli chyba przekonani, że PiS stworzy koalicję z PO (we wcześniejszych wyborach w 2002 r. do sejmików 15 województw oraz do Rady Rzeszowa obie te partie powołały przecież Komitet PO-PiS). Także praktyka rządzenia w latach 2005-2007, co się tyczy decyzji gospodarczych i społecznych, miała wyraźne elementy liberalne (likwidacja najwyższej stawki podatku PIT, obniżenie składki na ubezpieczenie rentowe). Dopiero późniejsze przejęcie roszczeniowych i populistycznych elektoratów Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin pchnęło Prawo i Sprawiedliwość w stronę programu socjalnego. Nie jest to – podkreślmy – program lewicowy, gdyż brak w nim charakterystycznego dla lewicy realizmu i odpowiedzialności, mocnych akcentów na postęp (nowoczesność), proeuropejskość, demokratyczny sposób sprawowania władzy i prawa człowieka; dodatkowo program ten jest wyraźnie zideologizowany, narodowy i tradycjonalistyczny, oraz de facto akceptujący uprzywilejowaną pozycję Kościoła rzymsko-katolickiego. W sumie jest to program populistyczny i „socjalkonserwatywny”. Swego czasu prof. Jan Garlicki wyodrębnił i tak właśnie nazwał jedną z czterech grup obywateli RP o wspólnych wizjach ładu politycznego. Socjalkonserwatystów cechuje przekonanie o potrzebie rozwiniętego systemu opieki społecznej i sposobu dystrybucji dóbr przypominającego koncepcje państwa dobrobytu; natomiast w sferze ideowej uważają się oni za konserwatystów i zwolenników prawicy (choć z drugiej strony są egalitarystami). Inną grupą wyodrębnioną przez J. Garlickiego są „populiści”, samookreślający się jako zwolennicy prawicy, ale opowiadający się za jakąś mutacją systemu państwowego socjalizmu i postulujący dominację własności państwowej w gospodarce, szeroko rozwinięty system opieki społecznej oraz dystrybucję dóbr głównie według kryterium potrzeb; w grupie tej szczególnie akceptowany jest system rządów autorytarnych. Brak konsekwencji i spójności w poglądach obu tych grup odbija się – jak widać – w myśli politycznej PiS.

Nie wiemy jednak, czy poglądy Jarosława Kaczyńskiego naprawdę ewoluowały, czy też po prostu wykorzystał on niszę polityczną, jaką znalazł sobie gdzieś począwszy od roku 2006 i którą następnie zagospodarowywał i poszerzał. Nie wiemy, czy uzna, że warto trwale trzymać się tego segmentu elektoratu i realizować na poważnie jego oczekiwania (o czym może świadczyć program 500+, przecież nieodpowiedzialny w dłuższej perspektywie), czy też w sytuacji konieczności strategicznego wyboru górę wezmą w nim dawne przekonania (o czym może świadczyć np. nominowanie do rządu Mateusza Morawieckiego).

  1. Możliwy bieg wydarzeń

Zapewne struktury siłowe kontrolowane przez radykalnych polityków PiS będą podejmować akcje przeciwko przedstawicielom poprzedniego obozu rządzącego, co może doprowadzić do znaczącego osłabienia siły PO i PSL (w tym ostatnim przypadku dodatkowo może odegrać rolę rugowanie działaczy Stronnictwa z rządowych agend w obszarze rolnictwa i spraw wsi oraz pozbawianie środków publicznych związanych z ludowcami organizacji pozarządowych). Nawet gdyby PiS-owi udało się skompromitować Platformę Obywatelską, nie będzie to jednak oznaczać skutecznego wyczyszczenia przedpola przed kolejnymi wyborami, gdyż centrowy i liberalny elektorat przepłynąłby wówczas do Nowoczesnej.

Wzburzenie obywatelskie przeciw niedemokratycznym zachowaniom obozu rządzącego będzie się utrzymywać. Zresztą nawet gdyby osłabło, uwidocznione negatywne postawy społeczne wobec większości parlamentarnej rządu i prezydenta nie ulegną zmianie, co będzie znajdowało odzwierciedlenie w kolejnych sondażach. Na tej bazie może powstać albo nowa prodemokratyczna siła polityczna, albo może nastąpić mobilizacja elektoratu skłonnego poprzeć szeroką demokratyczną koalicję wyborczą w następnych wyborach.

Powrót do tematyki smoleńskiej (powołanie przez min. Macierewicza podkomisji do zbadania przyczyn katastrofy) przyczyni się do odtworzenia linii podziału w społeczeństwie, gdzie po jednej stronie znajdzie się kilkanaście procent osób skłonnych uwierzyć w zamach, a po drugiej – znacznie większa grupa osób kierujących się w tej kwestii racjonalnymi przesłankami. Przesunięcie to – niekorzystne dla PiS – zapewne już nastąpiło i będzie się utrzymywać nawet jeśli podkomisja kierowana przez dr. Berczyńskiego unikałaby medialnych informacji o swoich działaniach.

Najbliższe miesiące będą okresem wyczekiwania różnych grup społecznych na realizację obietnic z kampanii PiS. Za kilka miesięcy może jednak okazać się, że nie wszyscy będą usatysfakcjonowani; np. realizacja programu „500+” polegająca na wypłatach środków ok. 5,5 mln osób dorosłych może uświadomić pozostałym 25 milionom wyborców, że nie są oni beneficjentami tego transferu (a nawet, że finalnie to oni, w formie podatków, składają się na te wypłaty). Nieufność i nadzieja może łatwo zmienić się w rozczarowanie. Aby zapobiec utracie zaufania, rząd może przystąpić do realizacji kolejnych obietnic – np. obniżenia wieku emerytalnego (paradoksalnie mniej kosztownego w krótkiej perspektywie, choć dewastującego finanse publiczne za kilkanaście – dwadzieścia lat). W 2017 roku zapewne dojdzie do znaczącej nierównowagi finansów publicznych, z którą rząd raczej sobie nie poradzi. Wówczas ponownie zostanie wprowadzona procedura nadmiernego deficytu, co utrudni realizację kolejnych wypłat z budżetu. Prawdopodobna jest reakcja inwestorów zagranicznych (rynków finansowych) – w postaci obniżenia ratingu Polski, odpływu inwestycji, osłabienia złotego. W tych warunkach możliwa jest wymiana rządu (jeszcze raz powtórzę, że zdumiewające jest podtrzymanie, bez gwarancji pokrycia, wszystkich obietnic wyborczych w exposé B. Szydło!)

„Zawieszony” temat zainteresowania Unii Europejskiej i Rady Europy łamaniem demokratycznych standardów i procedur demokratycznych wkrótce powróci. W marcu ma być znany raport ekspertów Komisji Weneckiej.

Niektórzy obserwatorzy w uporze, z jakim Prawo i Sprawiedliwość podważa państwo prawa i demontuje fundamenty demokracji liberalnej, widzą zapowiedź zepchnięcia Polski do systemu autorytarnego (włącznie z możliwością nieodbywania wyborów lub ich odbywania w formie fasadowej, np. po zmianie ordynacji wyborczej).

Osobiście nie podejrzewam Jarosława Kaczyńskiego o zapędy dyktatorskie. Jednak godzi się przypomnieć, że jeśli w I akcie powiesiło się na ścianie strzelbę, to w akcie III musi ona wypalić. Procesy polityczne też cechują się własną logiką i dynamiką, i raz uruchomione mogą okazać się nie do wstrzymania.

 

W niniejszej analizie pominięto kwestie polityki zagranicznej i europejskiej, gdyż będą one przedmiotem kolejnych Raportów.

0

Komentarze

comments

3 komentarze
  • Kamil Hypki
    Luty 9, 2016

    Sprawy gospodarcze całkiem zgrabnie zarysowane. Kwestie służb i wymiaru sprawiedliwości – oczywiste od początku. Jednak sugestie odnośnie „drogi do dyktatury” – przesadzone.
    Poza tym… Robercie, po pierwszej odsłonie, poprzeczka zawieszona wysoko, oj wysoko.

    • jerzy Dabrowski
      Luty 13, 2016

      Gratuluje opracowania.Wywazone,spokojne,przemyślane w szczegółach.Zachecam do jego opublikowania w Gazecie Wyborczej,Nuswicu,Przegladzie lub Trybunie bo chyba coraz bardziej PISowska prasa tego nie przyjmie.100 smutnych dni mija.Potwierdzam sugestie ze wszystko zmierza do „państwa dyktatury” i przyjęcia takich rozwiazan by zdobyta wladza trwala nie tylko przez jedna kadencje parlamentu. Nie gospodarka a ogłupianie narodu smolenskiem,komisjami śledczymi i zmiana ordynacji wyborczej a chyba i konstytucji będą podstawowym tematem następnych dni. Zachecam do dalszych analiz.

  • Marek Szymański
    Luty 24, 2016

    W wyciąganiu wniosków na temat dalszych losów Polski pod władzą p.Kaczynskiego – z rozmysłem nie piszę „pod rzędami PiS” bo to nie są rządy PiS a jednego tylko człowieka- warto aby Autor poszerzył swą pracę o wnioski płynące z wiedzy spoza obszaru swych badań. Jeśli można, to sugerowałbym zaproszenie do współpracy psychologa, zwłaszcza klinicznego, specjalisty od socjopatii i schorzeń pokrewnych. Zapewniam, że nie moja tania złośliwość wobec p. Kaczyńskiego ale prosty wniosek po obserwacji ostatnich 10 lat tego pana w polityce. Jest on w wieku przedemerytalnym i ma ostatnią szansę na realną władzę w państwie. Zakładając, ze nie zamierza zostać dyktatorem jawnym czy ukrytym, ktory będzie rządził jak pp. Salazar czy Kadafi, czyli do swego fizycznego końca. Wszak nie odkryję Ameryki jak napiszę, że historia polityczna swiata bez psychopatów byłaby nudna i bezbarwna jak -z całym dla niej szacunkiem-statystyka dla satyryka. Tak wiec analiza psychologiczna stanu zdrowia psychicznego p. Kaczyńskiego byłaby tu jak najbardziej na miejscu. Obawiam się, że zakładanie, że p. Kaczyński ma jakieś racjonalne cele polityczne do osiągnięcia może bez tej analizy zaprowadzić nas na manowce. Owszem, musi sie on liczyć z rożnymi grupami interesu wewnątrz PiS – ludem smoleńskim, technokratami śpieszącymi do konfitur w spółkach skarbu państwa itp.itd, ale gdy posłuchać co mowi od lat to słychać- myślę, że nie tylko ja to słyszę – jakie sa jego priorytety, o czym mowi od lat i wprost. Podstawowy i jeden z niewielu poza celami taktycznymi to redystrybucja szacunku społecznego i autorytetu na rzecz jego brata i jego osobiscie, przy jednoczesnym zniszczeniu wszelkich innych autorytetów w obszarze najnowszej historii Polski. Doszukiwanie sie wiec jakiejś racjonalnej strategii PiS czy pokrewnych zagadnień przy dominującym wpływie p. Kaczyńskiego na partię, rząd i prezydenta bez solidnej analizy psychologicznej tego przypadku naprawdę moim zdaniem mija sie z celem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *