Polska bokiem do Europy, zagubiona w świecie

Napisał: wtorek, Kwiecień 5, 2016 0 , Link 0

Rolą polskiej polityki zagranicznej stało się obecnie neutralizowanie negatywnych efektów podważania w kraju uznanych standardów demokratycznego państwa prawnego, nie zaś realizowanie interesów narodowych i osiąganie strategicznych celów. W przyszłości Rzeczpospolita długo będzie musiała pracować na odtworzenie wiarygodności i odbudowanie wpływowej pozycji międzynarodowej. Bez przekonania o trwałości systemu demokratycznego nie zostaniemy dopuszczeni do realnego współdecydowania o Europie i świecie.

 

  1. Polityka zagraniczna RP: cele, interesy, priorytety

Polityka zagraniczna nie jest gadżetem w ręku rządzących. Jej celem, w najbardziej ogólnym ujęciu, jest zabezpieczenie warunków sprzyjających trwałości i stabilności instytucji państwa, jego rozwojowi (tj. budowa przyjaznego otoczenia pozwalającego na: optymalny sposób wykorzystania zasobów, pozyskiwanie zewnętrznego zasilania, tworzenie więzi handlowych umożliwiających korzystny udział w międzynarodowym handlu, etc.), wzrostowi dobrobytu i bezpieczeństwa jego obywateli. Polityka zagraniczna służy także utrzymaniu zdolności państwa do suwerennego podejmowania decyzji – przy czym w dzisiejszym świecie obejmuje to także optymalne dzielenie się kompetencjami z innymi państwami dla lepszego osiągania najważniejszych celów.

W konkretnych warunkach Polski na początku XXI wieku, najważniejszymi interesami, których zapewnieniu powinny sprzyjać działania międzynarodowe są:

– unowocześnianie państwa, gospodarki i społeczeństwa, bez czego Polska znalazłaby się na marginesach procesów globalnych, a Polacy – na peryferyjnych obszarach rynków pracy;

– zapewnienie polskiej gospodarce niezbędnych zasobów, takich jak: najnowsza wiedza i innowacyjne technologie, energia, pracownicy, pierwiastki ziem rzadkich. Państwo w zasadzie nie powinno zmierzać do dostarczania tych zasobów, ale do stworzenia ram prawnomiędzynarodowych i faktycznych warunków, w których firmy będą mogły swobodnie nabywać te dobra;

– realne i wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa. W interesie RP leży odbudowa konstrukcji geostrategicznej, jaka stworzyła się na przełomie wieków w Europie i obszarze euroatlantyckim. Głównymi elementami tej konstrukcji były: zintegrowane państwa zachodnio- i środkowoeuropejskie; Rosja; państwa wschodnioeuropejskie (Białoruś, Ukraina, Mołdowa) posiadające swobodną opcję wyboru powiązań geopolitycznych. W tych ramach trwało poszukiwanie przyjaznych relacji między Rosją a UE i NATO; podstawową cechą tego modelu relacji był brak zgody na strefy wpływów. Ten system został podważony przez aneksję Krymu przez Rosję oraz jej zaangażowanie w konflikt na wschodzie Ukrainy;

– udział (przynajmniej w proporcji odpowiedniej do polskiego potencjału) w nowej architekturze globalnej, w związku z jej rearanżacją ze świata jednobiegunowego do multipolarnego.

Przekładając to na stałe priorytety polityki zagranicznej, za te ostatnie należy uznać:

– Umacnianie Unii Europejskiej i pogłębianie integracji w jej ramach. Dzięki transferowi środków, korzyściom z jednolitego rynku i naciskowi na budowę gospodarki opartej na wiedzy – łatwiejsze jest modernizowanie państwa, osiąganie większych zysków przez polskie firmy, zdobywanie pracy przez polskich pracowników i wiedzy przez studentów. Lepiej także są chronione prawa człowieka i podstawowe swobody (w ich nowoczesnym, zmieniającym się rozumieniu). UE i europejski rynek dają jednocześnie najlepsze gwarancje niezbędnych zasobów dla gospodarki oraz rynków zbytu dla wytworzonych produktów;

– Sprzyjanie budowie globalnej pozycji politycznej UE, gdyż tylko w ramach Unii Polska może uzyskać wpływ na decyzje podejmowane w skali globalnej;

– Zapobieżenie ponownemu trwałemu podziałowi Europy na strefy wpływów, który sprawiłby, iż Polska stałaby się państwem frontowym;

– Umocnienie NATO jako klasycznego sojuszu wojskowego z mocną klauzulą casus foederis – przy jednoczesnej otwartości na komplementarne budowanie zdolności UE w obszarze bezpieczeństwa i obrony;

– Budowę przyjaznego najbliższego otoczenia zewnętrznego (sąsiedzi), tak, aby pozwoliło to na optymalne wykorzystanie posiadanych zasobów.

[Przy powyższych uwagach oparłem się na raporcie pt. „Polska, Niemcy, Rosja. Propozycja nowych otwarć  w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa RP”, jaki na początku 2013 roku przygotowałem dla Konwersatorium „Dialog i Przyszłość”, spotykającego się w siedzibie biura Aleksandra Kwaśniewskiego.]

 

  1. Nowa polityka zagraniczna RP (Prawa i Sprawiedliwości)

Odpowiedzialne prowadzenie polityki zagranicznej w sytuacji napięcia na wschodzie Ukrainy powinno polegać na wyraźnej koncentracji na dążeniu do możliwie szybkiego rozwiązania konfliktu w Donbasie, przywrócenia status quo ante, nieopuszczenia do zaakceptowania myślenia w kategoriach stref wpływów oraz zabezpieczenia przed ewentualnymi zagrożeniami (różnego rodzaju) ze wschodu. To oczywiście – obiektywnie – prawdziwe wyzwanie dla kraju o takim potencjale, jak Polska. Tym bardziej, że w ciągu dziesięciu lat prezydentury Lecha Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego  Polska roztrwoniła atuty swojej polityki wschodnioeuropejskiej, pozwalające odgrywać rolę mediatora  – jak przy ukraińskim „okrągłym stole” w 2004 roku. Efektem było wypchniecie Polski poza grono wypracowujące rozwiązanie kryzysu w Donbasie. Można jednak było budować na pozycji państwa aktywnie uczestniczącego w kreacji polityki wschodniej UE (mimo że projekt  Partnerstwa Wschodniego stał się instrumentem raczej fasadowym, a poprzednie próby przyciągnięcia Białorusi na orbitę UE spełzły na niczym).

W przypadku Prawa i Sprawiedliwości taka polityka byłaby to tym bardziej zrozumiała, że myśl polityczna tej partii w odniesieniu do spraw międzynarodowych generalnie opierała się na antyrosyjskości, proamerykańskości i eurosceptycyzmie. Prezydent Lech Kaczyński próbował otaczać Rosję kordonem (Gruzja, Ukraina), Anna Fotyga konfliktowała Polskę z Brukselą i Berlinem, a Witold Waszczykowski – jeszcze jako urzędnik MSZ – negocjował ulokowanie w Polsce amerykańskiej tarczy antyrakietowej (według koncepcji administracji G. W. Busha, nie późniejszej Baracka Obamy).

Gdyby kwestię konfliktu na wschodzie Ukrainy uznano za priorytet, logiczne byłoby: (i) potwierdzenie szczególnego znaczenia Ukrainy w polskiej polityce; (ii) wysłanie sygnału do Moskwy, że – choć nie akceptujemy rosyjskiej interwencji – chcemy w dobrej wierze przyczynić się do znalezienia rozwiązania tego konfliktu; (iii) podtrzymanie polskiej pozycji w Unii Europejskiej, aby można było skutecznie zabiegać o przedłużenie sankcji i inne działania w ramach polityki zagranicznej UE na rzecz rozwiązania konfliktu; (iv) zapewnienie sobie dobrych relacji i wsparcia ze strony USA; (v) podtrzymanie pozycji wśród pozostałych państw NATO, aby doprowadzić do wzmocnienia wschodniej flanki Sojuszu.

Na wszystkich tych polach rząd PiS podejmowało działania o skutkach dokładnie odwrotnych. Kryzys mający miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie Polski, niosący za sobą bardzo poważne – wręcz witalne – zagrożenia, nie stal się faktycznie centralnym punktem polityki RP. Nie staramy się przyczynić do jego rozwiązania, ani przeciwdziałać jego skutkom.

Oczywiście lipcowy szczyt NATO odbędzie się w Warszawie. Podjęte na nim zostaną korzystne dla Polski decyzje. Nie będzie to jednak efekt żadnej przemyślanej polityki RP. Te decyzje będą przede wszystkim korzystne dla całego NATO – będą reakcją państw Sojuszu na nową sytuację bezpieczeństwa.

Rządząca Polską prawica nie przyjmuje do wiadomości, że zarówno USA, jak i kraje UE w swojej polityce kierują się wartościami. Z państwem niedemokratycznym można robić (i robi się) interesy, ale nie można  z nim pozostawać w tym samym kręgu partnerów o najwyższym stopniu zaufania i powiązaniach cywilizacyjnych i strategicznych. Takie państwo nie może należeć do – to słowo najprecyzyjniej wyraża sens polityki opartej na wartościach – wspólnoty.

W listopadzie ubiegłego roku w Pekinie Andrzej Duda wyraził „wolę uczestniczenia Polski w geopolitycznych i geoekonomicznych projektach tworzonych przez Chiny. To była osobista decyzja Andrzeja Dudy” – jak stwierdził uczestniczący w wizycie Radosław Pyffel, prezes Centrum Studiów Polska-Azja (cyt. za portalem wPolityce.pl). Gdyby to stwierdzenie nie było jedynie dyplomatyczną formułką, oznaczałoby zapowiedź gruntownej redefinicji kierunków polskiej polityki zagranicznej. Trzeba pamiętać, że na scenie globalnej Unia Europejska i Chiny są rywalami. Wydaje się jednak, że poza przystąpieniem do Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych za deklaracją prezydenta nie stały konkretne plany i intencje. Polska nie jest też aktywna politycznie w odniesieniu do innych części świata. Nie szuka więc dla siebie, na własną rękę, nowego miejsca w globalnym układzie geostrategicznym. To akurat dobra konstatacja. Warto jednak mieć świadomość, że odrzucając politykę eurocentryczną (o czym poniżej), dyplomacja rządu PiS nie próbuje wykreować jakiejkolwiek innej.

Polityka zagraniczna została całkowicie podporządkowana polityce wewnętrznej. Jej rolą jest dzisiaj wyłącznie neutralizowanie negatywnych efektów podważania w Polsce uznanych standardów demokratycznego państwa prawnego. Dodajmy, że w erze globalizacji, internetu i nieograniczonego dostępu do informacji jest to mission impossible.

 

  1. Polska bokiem do Europy

Po przejęciu władzy przez obóz prawicy, Polska przeorientowała swoje sojusze w ramach Unii Europejskiej. Dążenie do zajęcia miejsca w gronie najbardziej wpływowych decydentów – obok Niemiec i Francji – zostało zastąpione przez poszukiwanie partnerów wśród członków eurosceptycznych bądź znajdujących się na peryferiach decyzyjnych UE. Z jednej strony jest to Wielka Brytania – państwo ważne politycznie i gospodarczo, ale znajdujące się w przededniu referendum o pozostaniu lub opuszczeniu Unii; z drugiej – Węgry Viktora Orbana, do tej pory główny kraj pod pręgierzem ze względu na naginanie standardów demokracji i państwa prawa, a także prezydent Czech Milosz Zeman. W debacie w Parlamencie Europejskim na temat praworządności w RP, premier Beata Szydło była też wspierana przez posłów z partii nacjonalistycznych, skrajnie prawicowych i antyeuropejskich.

Politykę zmierzającą do dołączenia do grona głównych decydentów w Unii Europejskiej zastąpiono strategią budowy ugrupowania subregionalnego: Grupy Wyszehradzkiej lub – jeszcze lepiej – „ABC” (Adriatyk, Bałtyk, Morze Czarne). Jednak liczenie na to, że stanie się ono rzeczywistym ośrodkiem siły nie zasadza się na realistycznym założeniu. Interesy poszczególnych państw są rozbieżne. Ich potencjał – niewystarczający. W efekcie Polska najprawdopodobniej znajdzie się na peryferiach procesów decyzyjnych UE.

Na mapie sojuszników obecny rząd w ogóle nie dostrzega instytucji europejskich – Komisji i Parlamentu Europejskiego. Tymczasem są one ważnym graczem w procesie decyzyjnym i zawsze opowiadały się po stronie mechanizmów wspólnotowych oraz zasady solidarności. Są więc naturalnym sprzymierzeńcem państwa o takim potencjale i potrzebach, jak Polska.

Powyższe wybory zasadniczo zawężają pole manewru w negocjacjach wewnątrz UE. A Unia jest zbudowana na demokracji konsensualnej: decyzje nie są tu narzucane, ale wypracowywane w dialogu, z związku z czym zdolność do zawierania sojuszy jest kluczowa. Polityka konfliktowania się z Niemcami (zupełnie irracjonalna i niezrozumiała) i Paryżem (np. zachowanie typu słonia w składzie porcelany w sprawie kontraktu na śmigłowce wielozadaniowe Caracal), a także innymi „starymi” krajami UE, doprowadzi do zepchnięcia Polski na margines UE.

Osłabiając naszą pozycję w UE, ograniczamy nasze możliwości realizacji interesów i osiągania celów. Nie będzie to skutkowało natychmiastowymi (miękkimi, a tym bardziej np. finansowymi) sankcjami wobec Warszawy. Ale z czasem osłabiona pozycja Polski przeniesie się na niekorzystne dla nas decyzje. Niebezpieczeństwo takie pojawi się przy negocjacjach nowych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2021-2027 oraz wcześniej – w ramach przeglądu wydatkowania środków w ramach obecnych Ram (2014-2020).

Prowadzona obecnie przez Polskę polityka europejska de facto przyczynia się do osłabienia samej Unii. Polski rząd „skorzystał z okazji”, aby podważyć zasadę solidarności podczas kryzysu związanego z uchodźcami i imigrantami. Stanowisko rządu PiS jest przy tym wymierzone nie tylko w Niemcy, ale również w kraje, które w największym stopniu zmagają się z napływem uchodźców i imigrantów – Grecję i Włochy. Manifestowanie egoizmu zamiast gotowości do współpracy i pomocy jest przejawem krótkowzroczności. W interesie Polski, która ma długą granicę zewnętrzną Unii, byłoby szybkie wypracowanie wspólnej polityki azylowej oraz zaangażowanie się w stworzenie mechanizmu relokacji uchodźców przy zaoferowaniu naszych realnych (!) możliwości ich przyjęcia (oczywiście przy zagwarantowaniu bezpieczeństwa obywatelom, co jest odpowiedzialnością państwa).

Rząd PiS nie rozumie natury procesu integracji. Świadczy o tym wracanie do idei „Europy ojczyzn” – hasła Charle’a de Gaulle’a z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Dzisiaj integracja jest na zupełnie innym, o wiele bardziej zaawansowanym poziomie. Nie ma możliwości powrotu do historii sprzed 55 lat.

Elementem tej zasadniczej różnicy podejść jest niezrozumienie prawa całej wspólnoty demokratycznych państw do interwencji w przypadku, gdy jeden z członków łamie zasady demokracji, na których Unia jest zbudowana. Są one częścią kryteriów kopenhaskich przystąpienia do UE i mają umocowanie traktatowe. Nie można być członkiem UE nie będąc państwem demokratycznym.

Jeżeli w referendum brytyjskim obywatele Zjednoczonego Królestwa opowiedzą się za pozostaniem w UE – to prawnie usankcjonowana zostanie Unia o dwóch poziomach zintegrowania. Taki będzie bowiem efekt wynegocjowanego rozwiązania dotyczącego nowego statusu Wielkiej Brytanii. Bez wątpienia Polska pod obecnymi rządami skorzysta z tej sytuacji, aby odłączyć się od głównego rdzenia integracji. Jest też wysokie prawdopodobieństwo, że kraje, które w nim pozostaną (może to być strefa euro, ale także ewentualnie węższa grupa najbogatszych państw), będą zacieśniały powiązania między nimi (np. „małe Schengen”, nowe obszary – rynki pracy, systemy podatkowe, systemy emerytalne, świadczenia społeczne).

 

  1. Jak Polska może odbudować wpływową pozycję międzynarodową?

W stosunkach międzynarodowych wiarygodność traci się – jak widać – bardzo szybko; ale odtwarza się ją latami. Polska długo będzie musiała pracować na zbudowanie zaufania, że system demokratyczny jest już u nas niepodważalny, a zmiany zainicjowane na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia – nieodwracalne. Bez tego przekonania nie zostaniemy dopuszczeni do realnego współdecydowania o najważniejszych kwestiach w polityce i gospodarce europejskiej i światowej.

Naturalnie nie wystarczą tu zmiany kosmetyczne – np. zmiana na funkcji ministra spraw zagranicznych czy premiera.

Aby w przyszłości znaleźć się w rdzeniu decyzyjnym UE, trzeba będzie znaleźć się w strefie euro, aktywnie współtworzyć unijną wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Kryzys uchodźczy zostanie prawdopodobnie rozwiązany bez naszego udziału – więc ta sposobność pozostanie niewykorzystana. W takich kwestiach, jak polityka azylowa, utrzymanie strefy Schengen, status wewnętrznych migrantów ekonomicznych na obszarze UE, będziemy zmuszeni do prowadzenia polityki defensywnej.

Aby Polski mogła zasiąść przy stole negocjacyjnym w sprawie konfliktu ukraińskiego, niezbędne byłoby wyrobienie sobie marki pozwalającej na uznanie jako możliwego arbitra w tym sporze. To byłby długotrwały proces, toczący się jednocześnie wobec Ukrainy, Rosji, USA i głównych państw UE. Taki scenariusz byłby możliwy w przypadku zamrożenia konfliktu na dłuższy czas i niepowodzenia formatu normandzkiego. Jeśli te warunki nie byłyby spełnione, Polsce pozostawałoby zabieganie o korzystne dla nas rozwiązanie za pośrednictwem instrumentu Wspólnej Polityki Zagranicznej UE. Należałoby więc wzmacniać tę instytucję.

WPZiB jest też najbardziej realnym narzędziem uzyskania pewnego wpływu na kształtowanie się nowej architektury globalnej.

Zapewnienie interesów bezpieczeństwa za pośrednictwem NATO będzie wymagało utrzymania wydatków wojskowych na założonym poziomie 2% PKB oraz wkładu we wspólne przedsięwzięcia Sojuszu, włącznie z jego ewentualnymi misjami i operacjami. Ten cel wydaje się najłatwiejszy do osiągnięcia.

Dopiero po odtworzeniu, dzięki powyższym działaniom, skutecznych narzędzi polityki zagranicznej, możne będzie zrealizować najważniejsze interesy narodowe i podstawowe priorytety polityki zagranicznej, wymienione na początku niniejszego tekstu.

0

Komentarze

comments

Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *