Rok bez rządu

Pół roku temu pisałem tutaj, że w naszym systemie politycznym przestały być wykonywane funkcje przypisane prezydentowi państwa. Dzisiaj, niestety, można to samo powiedzieć o rządzie Rzeczypospolitej. Strategiczne decyzje zapadają poza nim. Radzie Ministrów pozostawiono funkcje administracyjne, zarządcze, z których też zresztą wywiązuje się słabo.

Sama premier Beata Szydło przyznała, że upływający rok był czasem straconym, deklarując w końcu września, iż skończył się „czas tworzenia strategii i programów” i zaczął się „czas działania”. Tymczasem minęła już 1/4 kadencji. Strategie i programy powinny być w zasadzie gotowe w dniu objęcia urzędów przez nowych ministrów; można ewentualnie dodać maksymalnie miesiąc na skonfrontowanie zamierzeń z poufnymi danymi i materiałami, do których PiS jako opozycja mogło nie mieć dostępu.

Największe rozczarowanie

Dla mnie największym rozczarowaniem w rządzie Prawa i Sprawiedliwości jest minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Nie dlatego, że odbiega in minus od poziomu innych członków gabinetu. Po prostu była to jedyna osoba w tym składzie Rady Ministrów, wobec której rok temu pokładałem nadzieje co do jej kompetencji i predyspozycji do podejmowania decyzji, i sprawnego rządzenia.

Potrzeby związane z digitalizacją funkcjonowania państwa oraz ułatwieniem życia mieszkańcom Polski (np. dostęp do dóbr kultury i szerokiego zasobu zbiorów bibliotecznych, e-learning, etc.; tylko częścią tego obszaru jest e-administracja) są ogromne. I przez ostatni rok właściwie nic się w tej materii nie zmieniło. Brak jest jakichkolwiek istotnych efektów pracy resortu cyfryzacji. Co prawda w październiku br. głośno zakomunikowano (A. Streżyńska, M. Morawiecki) o możliwości potwierdzania tzw. Profilu Zaufanego bez konieczności wizyty w urzędzie, a wyłącznie za pośrednictwem bankowości internetowej lub innych komercyjnych systemów transakcyjnych, jednak taką możliwość mają na razie tylko klienci PKO BP SA. Filmik Ministerstwa Cyfryzacji na YouTube, do którego w tej sprawie odsyła strona internetowa resortu, zanotował (od początku września)… 6 417 wyświetleń i 0 – słownie: zero – komentarzy; nie wróży to dobrze popularności tego narzędzia.

Po stronie wpadek minister Streżyńskiej trzeba zapisać niepoważną interwencję wobec Facebooka na rzecz polskich radykalnych organizacji narodowych (w tym samym czasie niemiecka prokuratura wszczęła śledztwo w intencji dokładnie odwrotnej – w sprawie tolerowania przez Facebook mowy nienawiści, tj. wezwań do popełnienia morderstwa, groźby użycia przemocy, kwestionowania Holokaustu i innych przestępstw). Nie potrafiła też zablokować dążeń służb specjalnych do uzyskania instrumentów umożliwiających niezasadnie szeroką inwigilację w internecie.

Największy sukces

Za największy sukces tego rządu uznaję ograniczenie szarej strefy w obrocie paliwami dzięki wdrożeniu tzw. pakietów paliwowego oraz energetycznego z lipca br. Wprowadzenie dość skomplikowanego i rygorystycznego mechanizmu nadzoru nad handlem benzynami i olejem napędowym znacząco wyeliminowało przemyt i nieuczciwą konkurencję oraz już zwiększyło wpływy do budżetu państwa z tytułu VAT i akcyzy. Szacuje się, ostrożnie, że przychody budżetu mogę dzięki temu zostać zwiększone o 5 (optymistycznie licząc nawet 10) miliardów złotych rocznie.

Finanse

Paradoksem jest, że autor sukcesu opisanego w poprzednim punkcie, Paweł Szałamacha, stał się jednym z pierwszych zdymisjonowanych członków gabinetu B. Szydło. Trzeba jednak przyznać, że poza sukcesem związanym z szarą strefą na rynku paliw, zaliczał raczej porażki. Symboliczny wymiar ma podatek od sklepów wielkopowierzchniowych, ale nieudanym pomysłem był też podatek od aktywów banków (ostatecznie de facto przerzucony na klientów; system bankowy został przy tym osłabiony). Największym dyshonorem na koncie tego polityka jest niezdolność do przeciwstawienia się polityce rozrzutności wydatków i szybkiego wzrostu długu publicznego. Również projekt budżetu na 2017 rok przygotowany przez Ministerstwo Finansów kierowane przez P. Szałamachę został oparty na baardzo optymistycznych założeniach i zakłada olbrzymi deficyt sektora finansów publicznych.

Prawdą jest, że Prawo i Sprawiedliwość szło do wyborów szczodrze szermując hasłami socjalnymi, nie przejmując się kosztami obietnic i poczuciem odpowiedzialności za zbilansowanie wpływów oraz wydatków. Po wyborczym zwycięstwie przystąpiło do realizacji swych zapowiedzi – wciąż nie przejmując się ich kosztami. Program „Rodzina 500+” w pierwszym roku (2016) uda się pokryć dzięki sztuczce księgowej polegającej na nowelizacji ubiegłorocznego budżetu w połowie grudnia (!) 2015 r. i przesunięciu wpływów z aukcji na częstotliwości LTE do budżetu tegorocznego; oraz dzięki nadzwyczajnie wysokiemu zyskowi Narodowego Banku Polskiego kierowanego przez Marka Belkę. Przyszłe wydatki na ten cel będą jednak równe połowie tego, ile wynosił dotąd deficyt budżetowy bez programu 500+. Obniżenie wieku emerytalnego ma kosztować  dodatkowe 10 miliardów złotych rocznie. Darmowe leki dla seniorów w 2017 roku – ponad pół miliarda złotych, po czym wydatek ten będzie stopniowo rósł do kwoty 1,2 mld rocznie. Program „Mieszkanie+” ma być niby bezkosztowy, ale wniesienie aportem gruntów spółek z udziałem Skarbu Państwa będzie skutkować pogorszeniem ich wyników finansowych i spadkiem wartości. Na szczęście dla kasy państwa – ale nie pracodawców – nie będzie jej obciążać realizacja innych obietnic PiS: podwyżka płacy minimalnej i wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej. Odłożono na czas nieokreślony podniesienie kwoty wolnej od podatku (majstrowanie przy systemie podatkowym przez tę ekipę powinno, nota bene, także budzić niepokój).

Miło jest przez chwilę poczuć się, jak w Szwecji czy Niemczech. Niestety – tylko przez chwilę. PiS kupuje sobie życzliwość wyborców (bez wątpienia przyczynia się to do wysokich wyników tej partii w sondażach), jednak nie ma zabezpieczenia finansowego na swoje programy. Do najbliższych wyborów hojna polityka socjalna może ewentualnie zostać pokryta dzięki – niestety – sięgnięciu po środki pozostałe w Otwartych Funduszach Emerytalnych, co byłoby równoznaczne z ostatecznym demontażem systemu emerytalnego i oznaczałoby w przyszłości ogromne obciążenia dla państwa albo wielkie problemy dla przyszłych emerytów (w ogóle brak poważnych prac nad usprawnieniem systemu emerytalnego to jeden z poważniejszych grzechów obecnego rządu). W dłuższej perspektywie zadłużenie wygenerowane przez politykę socjalną à la PiS’2016 będą spłacać, w postaci wysokich podatków lub braku środków na rozwój, przyszli obywatele RP – właśnie te dzieci, na które dzisiaj ich rodzice otrzymują po 500 zł miesięcznie.

Można powątpiewać w skuteczność transferów socjalnych w wykonaniu rządu PiS. Wsparcie biedniejszych rodzin i niwelowanie dysproporcji w dochodach między różnymi grupami jest obowiązkiem państwa (choć nie to jest deklarowanym celem programu 500+). Ten rezultat można jednak było osiągnąć dzięki bardziej precyzyjnym, lepiej dostosowanym instrumentom. Minister Elżbieta Rafalska – niewątpliwie dziś gwiazda tego rządu – będzie raczej zapamiętana przez historię jako symbol braku odpowiedzialności w polityce, a nie solidarności i braterstwa.

Polityka gospodarcza

Mateusz Morawiecki nie zaskoczył. Rok temu stawiałem tezę, że zarządzanie bankiem i zarządzanie gospodarką dużego państwa europejskiego – to dwie różne rzeczy. Prezes Morawiecki mógł, ale nie musiał okazać się, dobrym wicepremierem do spraw gospodarczych. Jak dotąd, się nie okazał. Doczekaliśmy się szczytnych założeń „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, jednak przez rok nie zobaczyliśmy realnych działań na rzecz polskiej gospodarki. Jeśli coś dobrego się w niej działo – np. spadek bezrobocia, wciąż utrzymujący się relatywnie wysoki (choć coraz mocniej wyhamowujący) wzrost – wynikało to z czynników endogenicznych, nie zaś z przemyślanej polityki państwa. Propozycje obozu władzy, co i rusz chaotycznie i niespójnie werbalizowane, raczej wprowadzały niepewność u przedsiębiorców i skłaniały do powstrzymywania się z inwestowaniem środków i rozwijaniem działalności. Obóz rządzący nie potrafił szerzej uruchomić środków z funduszy Unii Europejskiej (w ciągu ostatnich 12 miesięcy czterokrotnie mniejsza i wciąż nieco bogatsza Portugalia otrzymała prawie 3/4 tego, co Polska), co przyłożyło się do dramatycznego spadku inwestycji – także – publicznych. Dodatkowo w przyszłości możemy niekorzystnie, w postaci mniejszych unijnych środków na rozwój, odczuć skutki konfrontacyjnej polityki wobec UE.W sensie długofalowym działalność Prawa i Sprawiedliwości strukturalnie osłabia podstawy rozwoju: wysoki deficyt i dług publiczny, brak poprawy w warunkach dobrej koniunktury, lekceważenie czynników demograficznych (obniżenie wieku emerytalnego). Warunki prowadzenia działalności gospodarczej, na które od dawna uskarżają się przedsiębiorcy, nie uległy poprawie; „Konstytucja dla biznesu” jest na razie warta dokładnie tyle, ile papier, na którym została wydrukowana.

Symbolem nieumiejętnego zarządzania spółkami z udziałem Skarbu Państwa stało się łapczywe obsadzanie stanowisk osobami bez kompetencji, powoływanymi w sposób nieoparty o jasne, obiektywne i transparentne kryteria. Skutki niskiej jakości nowego managementu zapewne będą ujawniać się z czasem. Na dodatek zmiany na stanowiskach kierowniczych następują w sposób permanentnie destabilizujący spółki – mamy obecnie do czynienia z drugą falą rotacji (grupa menedżerów związana z jednym z ośrodków wewnątrz PiS jest zastępowana przez grupę powiązaną z  innym ośrodkiem).

Spadek wartości firm notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych od czasu przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość wyniósł ok. 200 mld zł. Stratę tę analitycy wiążą wyłącznie z działaniami obecnego obozu rządzącego.

Powyższe tendencje nie są wyraźnie dostrzegane przez opinię publiczną, gdyż są amortyzowane przez dobrą sytuację na rynku pracy oraz deflację. W perspektywie mogą jednak okazać się niesłychanie szkodliwe, grożąc poważnym kryzysem.

Prawo i Sprawiedliwość – które wygrało wybory również ze względu na uzyskanie wysokiego poparcia w elektoracie wiejskim – prowadzi politykę w wielu miejscach naruszającą interesy rolników i mieszkańców wsi. Przy okazji: mimo korzystnego dla eksporterów osłabienia złotego, po raz pierwszy od dawna dynamika wzrostu importu artykułów rolno-spożywczych w ciągu ostatnich 9 miesięcy przewyższa tempo wzrostu eksportu.

Obszar bezpieczeństwa państwa i polityki zagranicznej

W tej sferze sytuacja wygląda wyjątkowo źle. Co prawda warszawski szczyt NATO przebiegł bez niespodzianek – potwierdzono na nim decyzję o stałej, rotacyjnej obecności na wschodniej flance Sojuszu czterech wielonarodowych batalionów z USA, Kanadą, Wielką Brytanią i Niemcami jako tzw. państwami ramowymi. Dodatkowo w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie, Bolesławcu i w rejonie poligonu w Drawsku Pomorskim rotacyjnie stacjonować będą jednostki amerykańskiego Pancernego Brygadowego Zespołu Bojowego (ABCT); na terytorium Polski mają też być rozmieszczane śmigłowce 10. Brygady Lotnictwa Bojowego, która wkrótce zostanie przerzucona do Europy (będzie stacjonować w Niemczech) dla wsparcia operacji Atlantic Resolve. Jak widać, sojusznicy z NATO wywiązują się ze swoich deklaracji.

Gorzej, że minister obrony narodowej RP wprowadza do polskiej armii dużą niestabilność i niepewność. Faktycznie wstrzymał też proces jej modernizacji (i chodzi nie tylko o rezygnację z zakupów Caracali w taki sposób, że przez długi czas Marynarka Wojenna – gdzie potrzeby są szczególnie pilne – oraz siły lądowe będą pozbawione niezbędnego sprzętu). W ten sposób Polska osłabia swój atut, jakim są profesjonalne, dobrze wyszkolone, wyposażone i sprawdzone w warunkach bojowych (misje zagraniczne) siły zbrojne. Koncentracja na budowie wojsk obrony terytorialnej ewidentnie odbywa się kosztem zawodowych rodzajów wojska. Zamysłem Antoniego Macierewicza jest stworzenie, kosztem 3,5 miliarda złotych do 2019 roku, 17 brygad OT, w których docelowo mają służyć 53 tys. ochotników (połowa liczebności regularnych jednostek!). Siłą rzeczy nie będą oni wystarczająco dobrze przygotowani, aby stawić czoła potencjalnym najeźdźcom – gdyby do takiego ataku doszło, choćby w scenariuszu wojny hybrydowej, z pewnością po drugiej stronie byliby najlepiej wyszkoleni i wyposażeni żołnierze. Zresztą efekty wcześniejszych działań Antoniego Macierewicza w służbie państwowej nie uzasadniają najmniejszego optymizmu co do tego, że realizacja jego koncepcji może przynieść pozytywne rezultaty.

Osłabienie zdolności obronnych zbiega się z bardzo poważnym rozluźnieniem więzi politycznych łączących Polskę  z najważniejszymi sojusznikami. Za to odpowiada minister W. Waszczykowski. W ciągu roku Polska skonfliktowała się z głównymi graczami w Unii Europejskiej – najbardziej wpływowymi państwami oraz ze wszystkimi instytucjami wspólnotowymi. Znalazła się na całkowitym marginesie procesów decyzyjnych UE. Przestaliśmy być dostrzegani w polityce USA (i nie ma żadnych przesłanek, by liczyć, że zmieni się to po wyborze Donalda Trumpa na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych). Uchodzimy za rusofobów, ale też w żaden istotny sposób nie próbujemy wspierać kluczowej dla naszej pozycji geostrategicznej Ukrainy. Nie staramy się przyczynić do zakończenia konfliktu w Donbasie, stanowiącego potencjalne zagrożenie dla naszych interesów bezpieczeństwa; jesteśmy w tej sprawie całkowicie bierni. Koncepcja „międzymorza” okazała się mrzonką. Sojusz polsko-węgierski w najmniejszym stopniu nie może zrównoważyć strat wynikających z tej nierealistycznej, nieodpowiedzialnej i niespójnej polityki.

Krótkowzroczność strategii odwracania się tyłem do głównych państw europejskich staje się jeszcze bardziej widoczna po wygranej D. Trumpa. Jeśli dojdzie do osłabienia zainteresowania Stanów Zjednoczonych obszarem euroatlantyckim, konieczne i pilne stanie się umocnienie stricte europejskich zdolności obronnych i w dziedzinie bezpieczeństwa oraz – być może – tworzenie realnej wspólnej polityki zagranicznej. Polska musiałaby gruntownie zmienić swoją politykę, aby uczestniczyć w takim procesie.

Niezależnie od tego, czy jest ona wynikiem nieporadności czy błędnej strategii, politykę obecnego rządu trzeba ocenić jako stanowiącą wysokie ryzyko w warunkach zaostrzenia sytuacji międzynarodowej i znaczącego pogorszenia bezpieczeństwa w naszym sąsiedztwie.

Instytucje państwa, procedury

Bezpośrednio po przejęciu władzy Prawo i Sprawiedliwość przystąpiło do podporządkowywania sobie instytucji państwa – także tych, które zgodnie z zasadami ustrojowymi i dotychczasową kulturą polityczną powinny pozostawać bezstronne i wyłączone z powyborczego podziału łupów. Zniesiono niezależność prokuratury, zlikwidowano apolityczną służbę cywilną, media publiczne przekształcono w rządowe. Jak dotąd, mimo nieskrywanej niechęci do wymiaru sprawiedliwości obóz PiS nie zainicjował realnej akcji podważenia niezależności trzeciej władzy i niezawisłości sędziów. Wyjątkiem jest tu Trybunał Konstytucyjny, o niezależność którego przez rok toczyła się – wciąż niezakończona – zażarta walka. Trzeba też pamiętać, że w Rządowym Centrum Legislacyjnym są  skierowane przez  ministra sprawiedliwości  Zbigniewa Ziobrę kontrowersyjne projekty ustaw: o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

Nie sprawdziły się przewidywania, że Prawo i Sprawiedliwość wykorzysta kontrolowane przez siebie służby specjalne i prokuraturę do skierowania ich przeciwko swoim rywalom politycznym.

Pod rządami PiS państwo nie zaczęło wcale działać lepiej. W systemie demokratycznym siła państwa i jego instytucji wynika z legitymacji pochodzącej od społeczeństwa oraz umocowania konstytucyjnego. Ważna jest jakość prawa i szacunek dla niego. Kluczowe są zasady i procedury. Te zaś zostały w ciągu ostatniego roku podważone.

Inni ministrowie

Rząd przyjął i skierował do Sejmu projekty ustaw wprowadzających zmiany w systemie edukacji (likwidacja gimnazjów) oraz w programach szkolnych, firmowane przez minister Annę Zalewską. Całość wygląda na pospiesznie i słabo przygotowaną, wywołuje istotne protesty nauczycieli, rodziców, samorządów i kadry kierowniczej oświaty. Jeśli mimo tego oporu zmiany zostaną wdrożone, bez wątpienia doprowadzą one do chaosu, z którego polska szkoła będzie wychodzić przez przynajmniej kilka kolejnych lat. Nowe podstawy programowe w naukach społecznych (historia, wiedza o społeczeństwie, wychowanie do życia w rodzinie) będą zapewne zawierać zideologizowane treści; zaś w oparciu o nowe podstawy programowe w naukach ścisłych – ze względu na zmniejszony wymiar godzin – szkoła będzie gorzej przygotowywać  do kontynuacji nauki w takich dziedzinach, jak fizyka, chemia, biologia, informatyka – kluczowych dla innowacyjnego społeczeństwa i gospodarki opartej na wiedzy.

Również konfliktowy może okazać się pakiet zmian w organizacji szkolnictwa wyższego, przygotowywany przez Jarosława Gowina. Jak wynika z przecieków i zapowiedzi może on stworzyć nową kategorię kadry naukowej – otrzymującą tzw. habilitację wdrożeniową, oraz uderzyć w mniejsze uczelnie. Realizacja tych planów zapewne wywoła niezadowolenie świata nauki.

Konfliktowym ministrem okazał się Piotr Gliński, którego decyzje odnośnie do podziału środków publicznych oraz próby ingerencji w repertuar Teatru Polskiego we Wrocławiu czy selekcję filmów prezentowanych w ramach Festiwalu w Gdyni wywoływały negatywne reakcje środowisk, krytyków i widowni. Z kolei zapowiedzi „hollywoodzkich” produkcji promujących postaci „wielkich Polaków” wyglądają na fanfaronadę albo zwiastun niebezpiecznego ręcznego sterowania twórczością artystyczną.

Pochwalić natomiast powinno się tu ministra Konstantego Radziwiłła – za to, że przez ten rok… nie opracował żadnej reformy systemu opieki zdrowotnej. Jednak wisi ona nad pacjentami jak miecz Damoklesa; jest wysokie prawdopodobieństwo, że spowoduje wielkie zamieszanie.

„Rząd nieobecny” (analiza politologiczna)

Zwycięski obóz w 2015 roku przyjął rozwiązanie dotyczące sposobu rządzenia, zgodnie z którym faktyczny ośrodek decyzyjny został ulokowany poza wszelkimi strukturami i instytucjami państwa. Rada Ministrów – podobnie jak i prezydent RP – została radykalnie ograniczona co do realnych możliwości kreowania polityki. Głowa państwa została sprowadzona do roli notariusza decyzji politycznych (bez podpisów prezydenta sprawne rządzenie byłoby znacznie utrudnione). Rząd przekłada strategiczne decyzje podejmowane przez prezesa PiS na język dokumentów prawnych (projekty ustaw, rozporządzenia); te z nich, które wymagają uchwalenia w procedurze legislacyjnej trafiają do Sejmu i Senatu, gdzie są szybko – nie są potrzebne negocjacje koalicyjne – potwierdzane. Radzie Ministrów pozostawiono też administrowanie tymi obszarami funkcjonowania państwa i życia publicznego, które nie wydają się Jarosławowi Kaczyńskiemu kluczowe.

Pozory ustroju demokratycznego, w którym wszystkie instytucje działają w granicach prawa, zgodnie z powierzonymi im uprawnieniami, są zachowane; stanowi to jednak tylko rodzaj fasady, skrywającej przed opinią publiczną rzeczywisty przebieg procesów.

Ten system pozwala na szybkie wprowadzanie decyzji w życie. Obarczony jest jednak poważnymi wadami. Ma cechy ustroju autorytarnego, zasadza się na swego rodzaju dogmacie o nieomylności przywódcy. Nie pozwala na gruntowne przeanalizowanie, przedyskutowanie i przekonsultowanie zamierzeń, które pozwalałoby unikać błędów i dokonywać optymalnych wyborów. Brak jest mechanizmu wzajemnego hamowania, czy też powściągania, różnych władz. Kultura dialogu i kompromisu jest nieobecna.

W tych warunkach prawdopodobieństwo podjęcia nietrafnej bądź szkodliwej decyzji jest wysokie. Już dziś widać, że Prawo i Sprawiedliwość popełniło wiele błędów tego typu, ze szkodą dla interesu publicznego czy strategicznych interesów państwa.  Często złe decyzje zresztą przynoszą straty samemu PiS; przejawem tego są powszechne protesty różnych grup (KOD i obywatele, dla których wartości demokratyczne maja szczególne znaczenie; kobiety protestujące przeciw konserwatywnej ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży; nauczyciele i rodzice sprzeciwiający się zmianie systemu oświaty według Anny Zalewskiej).

System rządów praktycznie stworzony przez Prawo i Sprawiedliwość zamazuje odpowiedzialność poszczególnych podmiotów. Rada Ministrów może być niekompetentna, gdyż opinia publiczna generalnie nie oczekuje profesjonalizmu i znajomości rzeczy przez ministrów; wiadomo, że decyzje i tak zapadają gdzie indziej. Z kolei w przypadku ewentualnych rozliczeń po przejęciu władzy przez kolejną ekipę rządzącą, trudno będzie wykazać formalną odpowiedzialność prezesa partii.

1

Komentarze

comments

Nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *